Ależ Real skiepścił... Idę oglądać skróty

, potem napiszę więcej (wyleję żale)
Ok, zaczynamy: kolejny kiepski mecz Realu... W zasadzie niemal każdy mecz w tym sezonie Królewscy muszą zaliczyć do tej kategorii... tak, niby sporo wygrali, ale z kim? Ze słabymi przeciwnikami, ligowymi średniakami (nawet z będącym w bardzo kiepskiej formie Villareal mieli spore problemy), europejskimi outsiderami (Zurych). Z mocniejszymi rywalami nie dają rady - Sevilla była za mocna, za mocny okazał się też Milan. Wydaje się, że trener i piłkarze Realu Madryt nie oglądali ostatniego spotkania ligowego rossonerich z AS Roma - w tamtym spotkaniu Serie A zespół z Mediolanu też przegrywał w pierwszej połowie, do 45 minuty było 1:0 dla Tottiego i spółki (takie określenie to lekkie nadużycie, bo pan plujek w tym meczu akurat nie grał). W drugiej połowie jednak Milan wziął się ostro do roboty i wyciągnął wynik na 2:1. W meczu LM było podobnie... ale tylko trochę, bo gol Raula na 1:0 to typowy fuks spowodowany katastrofalną postawą brazylijskiego bramkarza Didy, który po złapaniu piłki kozłował ją tak niefortunnie, że ta odbiła się od jego kolana i potoczyła się pod nogi czyhającego na takie sytuacje Raula... Roma z Milanem prowadziła nieprzypadkowo, miała kilka dobrych sytuacji... W zasadzie pierwsze połowy obu meczów łączyło tylko jeszcze jedno - w obu z nich rywalowi Milanu należał się rzut karny. W przypadku dzisiejszego spotkania za faul Zambrotty na Benzemie. OK, 1:0, wszystko fajnie, ale co z tego, skoro na tym piłkarze Królewskich poprzestali?
Brakiem C. Ronaldo nie można wszystkiego wytłumaczyć! W pierwszej połowie Milan był słaby, Real też, ale to Królewskim powinno zależeć bardziej na strzeleniu bramek... kolejnych. Nie zrobili tego i w drugiej połowie był dramat. Casillas, do tej pory najpewniejszy punkt zespołu, zawalił dwie bramki... Tzn. może nie tyle zawalił, co nie zaprezentował takiej formy, do jakiej nas przyzwyczaił - strzał Pirlo z 30 metrów był bardzo dobry i zaskakujący, a sytuacja sam na sam, podczas której rozminął się z piłką i tak była bardzo trudna... Marcelo... cóż, to nie jest obrońca i chyba nigdy nie będzie. W ofensywie przyzwoity, w defensywie nie istnieje... 3 bramka to jego zasługa, nie krył stojącego po jego stronie boiska Pato tylko statystował w okolicy punktu wykonywania jedenastek... 2:3... No cóż, mogło być 2:4. Real wciąż może bez problemu wyjść z grupy i to nawet na pierwszym miejscu, ale przy takiej grze każdy z silniejszych zespołów bez problemu wyeliminuje go w fazie pucharowej.